Kryminalny Żużel. Co naprawdę wydarzyło się z wychowankami Falubazu Zielona Góra?
Kryminalny Żużel. Dwaj wychowankowie falubaz-zielona-gora/">Falubazu Zielona Góra zostali uwikłani w brutalną zbrodnię, która wstrząsnęła polskim speedwayem i do dziś budzi ogromne emocje.
Kryminalny Żużel. Historia Marka Molki i Zbigniewa Błażejczaka pokazuje, jak dwaj wychowankowie Falubazu Zielona Góra wplątali się w morderstwo polsko-niemieckiego biznesmena, doprowadzając do jednej z najbardziej szokujących spraw w historii polskiego żużla.
Spis treści
Lata 90. to dla polskiego żużla czas wielkich zmian. Polska transformowała się w tempie, za którym wielu ludzi nie potrafiło nadążyć. Na ulicach pojawiały się nowe marki samochodów, biznesy rosły jak grzyby po deszczu, a sport — także żużel — zaczynał wchodzić w nową, bardziej komercyjną erę. Kluby robiły wszystko, aby przyciągać sponsorów i zbudować potęgę na miarę możliwości młodego, kapitalistycznego państwa. W Zielonej Górze tę rolę wziął na siebie Zbigniew Morawski — biznesmen wracający ze Stanów Zjednoczonych, który w tamtych czasach był w pierwszej pięćdziesiątce najbogatszych Polaków.
Właśnie wtedy klub występujący dziś jako Falubaz wyglądał inaczej niż wszystkie inne drużyny. Pieniądze płynęły szerokim strumieniem, zawodnicy mogli liczyć na wysokie kontrakty, lepszy sprzęt i warunki, o których wiele polskich ekip mogło jedynie marzyć. Nic więc dziwnego, że drużyna zdobywała medale i była na ustach całej żużlowej Polski.
Ale to właśnie w tym złotym okresie wydarzyła się jedna z najbardziej szokujących historii w dziejach naszego sportu. Sprawa, która do dziś budzi emocje — i niedowierzanie. Bo trudno pogodzić się z faktem, że wychowankowie tego samego klubu, jeżdżący razem od juniora, zdobywający medale i tworzący zgraną ekipę, dopuścili się zbrodni, jakiej nikt się nie spodziewał.
Dwóch kolegów, jedna drużyna, różne kariery
Marek Molka i Zbigniew Błażejczak byli rówieśnikami. Jeździli razem od lat, trenowali na tym samym torze, a w seniorach stanowili część drużyny, która zdobywała medale Drużynowych Mistrzostw Polski. Molka był zawodnikiem „solidnym”, choć raczej uzupełniał skład niż decydował o wynikach. Z kolei Błażejczak uchodził za jeden z większych talentów swojego pokolenia. W 1985 roku zdobył tytuł indywidualnego mistrza Polski juniorów, a jego rozwój zapowiadał mocną karierę.
Obaj mieli swoje najlepsze lata właśnie wtedy, kiedy klubem rządził Morawski. Pieniądze nigdy nie były problemem, a zawodnicy dostawali premie, o których w innych ośrodkach mówiło się szeptem. To czasy, które zielonogórscy kibice do dziś wspominają jako jedne z najbogatszych i najbardziej efektownych w historii.
Nikt nie przypuszczał, że dwóch chłopaków z tej samej drużyny za kilka lat stanie po dwóch stronach sali sądowej w procesie o morderstwo.
Zbrodnia, którą odkryto przez przypadek
10 marca 1992 roku kierowca jadący drogą z Krępy do Łężycy zauważył na poboczu coś, co początkowo wyglądało jak wystająca gałąź. Gdy podjechał bliżej, okazało się, że to… ludzka dłoń. Makabryczne odkrycie uruchomiło śledztwo, które bardzo szybko doprowadziło policję do dwóch znanych nazwisk: Zbigniewa Błażejczaka i Marka Molki.
Ofiarą był Jacek Ostojski — polsko-niemiecki przedsiębiorca. Zaginął pod koniec stycznia. Szukała go zarówno polska policja, jak i niemiecka, a nawet Interpol. Ostatni raz widziano go, gdy miał spotkać się z… Błażejczakiem.
Nowy lider GKM Grudziądz zaczął już przygotowania do nowego sezonu! To dlatego nie było go na gali 2025!
Żużel. Sparta Wrocław i spięcie w półfinale! Ostra wymiana Rusko z Łagutą wstrząsnęła kulisami meczu
Motyw, który trudno pojąć
Najbardziej szokujące w tej historii jest to, że wszystko zaczęło się od… samochodu. I to nie jakiegoś luksusowego auta, lecz używanego Opla Omegi. Błażejczak kupił go od Ostojskiego za 90 milionów „starych złotych” — w przeliczeniu ok. 9 tysięcy złotych dzisiejszych. Problem w tym, że zapłacił tylko zaliczkę, a reszty nie oddawał na czas.
Gdy zaczęło grozić, że straci samochód i wpłacone pieniądze, spotkał się z biznesmenem razem z Molką. To spotkanie zakończyło się tragicznie. Nie ma jednej, spójnej wersji wydarzeń — obaj zawodnicy próbowali zrzucać winę na siebie nawzajem.
Wersja Błażejczaka:
Twierdził, że wyszedł do kuchni, gdy nagle usłyszał szamotaninę. Gdy wrócił, miał zobaczyć Molkę bijącego biznesmena
Wersja Molki:
Mówił, że siedział nad umową i ją czytał, gdy jego kolega nagle wyjął metalową rurkę spod telewizora i zadał pięć ciosów w głowę ofiary. Śledczy nie mieli wątpliwości, że to Błażejczak planował działanie — wcześniej przerobił pistolet gazowy na broń ostrą, co wskazywało na przygotowanie.
Próba ukrycia zbrodni
Po wszystkim obaj zawodnicy zajęli się zacieraniem śladów. Owinięto ciało w dywan, który okazał się za krótki — więc zamieniono go na koc. Odmalowano mieszkanie, schowano rurkę w piwnicy, a ubrania i zabrudzone rzeczy rozrzucono po śmietnikach. Te działania jedynie pogorszyły ich sytuację — wyglądały na desperacką próbę ukrycia zbrodni.
Proces i wyroki
Postępowanie trwało dwa lata. Ostatecznie:
- Zbigniew Błażejczak — 25 lat więzienia
Marek Molka — początkowo 15 lat, później skrócone do 11
Obaj wyszli wcześniej za dobre sprawowanie. Błażejczak po 15 latach, Molka po około 7,5.
Próba powrotu do sportu i dalsze losy
Po wyjściu na wolność Molka próbował wrócić do żużla — złożył nawet oficjalną prośbę o ponowne dopuszczenie do treningów w Zielonej Górze. Klub zdecydowanie odmówił. Dla wielu działaczy temat był zamknięty — nie chciano, aby nazwisko Molki pojawiło się ponownie w kontekście sportu.
Błażejczak nie próbował wracać do żużla. Założył firmę zajmującą się instalacjami elektrycznymi i budowlanką. Mieszka w Zielonej Górze i stara się prowadzić zwykłe życie.
Jak zbrodnia wpłynęła na klub?
Wbrew pozorom sprawa nie odbiła się na wynikach „od razu”. Klub i tak przechodził zmiany, bo w 1991 roku zaczęły się problemy finansowe Morawskiego, choć długo nie mówiło się o nich publicznie. Jednak atmosfera w mieście i w środowisku była fatalna. Kibice byli w szoku. Współzawodnicy nie potrafili pojąć, jak mogło dojść do takiej tragedii.
Czy zawodnicy mogliby pomóc wynikowo? Nie sposób tego teraz stwierdzić. Jedno jest pewne — wydarzenie to było ogromnym ciosem dla wizerunku klubu.
Gorzka lekcja dla sportu
Dziś, gdy wspomina się Błażejczaka czy Molkę, na pierwszy plan nigdy nie wysuwają się sportowe sukcesy. Zawsze wraca ta historia. I trudno się dziwić — to jeden z najciemniejszych epizodów w historii polskiego żużla.
To opowieść o tym, jak cienka bywa granica między sportowym życiem a dramatami, które dzieją się poza stadionem. O tym, że nawet najbardziej utalentowani sportowcy, kochani przez kibiców, mogą popełnić błędy, które przekreślają wszystko. I wreszcie o tym, że żużel — choć jest sportem emocji — bywa również lustrem, w którym odbijają się ludzkie słabości.



- Żuzel. Znamy pełną obsadę Memoriału Alfreda Smoczyka w Lesznie! Jeden wielki nieobecny!
- Żużel. To on będzie bronił tytułu IMME – lider GKM Grudziądz
- Żużel. Zagraniczny junior wchodzi na żużlowe salony! Na kogo warto zwrócić uwagę?
- Żużel. „Jeszcze dwa!” Motor Lublin przerywa spekulacje. Zmarzlik potwierdza decyzję
- Żuzel. Hiszpańskie słońce, toruński charakter. Pres Toruń odsłonił kevlar na sezon 2026
Panie Marcinie i gdzie te mroczne kulisy? informacje które Pan opisuje, były opisywane ze szczegółami w gazetach!!!!