Żużel. Kiedyś myli motory, dziś patrzą w telefon. Stanisław Chomski ostrzega
Stanisław Chomski o młodych żużlowcach: czy polski żużel traci mentalność mistrzów i warsztatową szkołę garażu?
Jedno zdanie wystarczyło, by w studiu zrobiło się cicho. Stanisław Chomski nie owijał w bawełnę i porównał dwa żużlowe światy w sposób, który wielu może zaboleć. Jeśli ma rację, problem młodego pokolenia jest dużo głębszy, niż chcemy przyznać.
To nie była nostalgiczna opowieść o dawnych czasach. To było ostrzeżenie. Bo jeśli droga do sukcesu naprawdę się skróciła, to pytanie brzmi: czy na końcu tej drogi w ogóle czeka wielkość?
Pierwsze minuty rozmowy zapowiadały klasyczne wspomnienia. Nazwiska Plecha, Jancarza, Rembasa – symbole epoki, w której żużel był surowy, warsztatowy, brudny od smaru. Ale im dłużej Chomski mówił, tym wyraźniej było widać, że nie chodzi o sentyment. Chodzi o różnicę w mentalności. O coś, co według niego po prostu zniknęło.
Żużel. Audyt w Stali Gorzów ujawnia szczegóły. Tego nikt się nie spodziewał
Bo gdy wspominał dawnych medalistów mistrzostw Polski, nie mówił o ich wynikach. Mówił o wiaderku z wodą i o motocyklu mytym własnymi rękami.
Stanisław Chomski o młodych żużlowcach: różnica pokoleń jest coraz większa – Zawodnicy jak Plech, Jancarz czy Rembas byli medalistami mistrzostw Polski, a potrafili wziąć wiaderko i sami umyć motor – powiedział w rozmowie z naszym portalem – Best Speedway TV. To zdanie stało się osią całej dyskusji.
Dawniej zawodnik rozbierał motocykl, czyścił każdy element, uczył się sprzętu pod okiem mechanika. Nie dlatego, że nie było pieniędzy na team. Dlatego, że tak wyglądała droga do poziomu mistrzowskiego.
Dziś – jak twierdzi Chomski – obraz jest zupełnie inny. – Zawodnik wstaje z motocykla i od razu patrzy w telefon. A obok ktoś pracuje przy jego sprzęcie. To nie był żart ani złośliwość. Raczej gorzka obserwacja człowieka, który widział oba światy od środka.
„Ledwo zda licencję, a już ma mechanika”. Czy to błąd systemu szkolenia?
Najmocniejszy fragment rozmowy dotyczył młodych zawodników, którzy bardzo szybko otaczają się zapleczem. – Żeby być mechanikiem, trzeba ten żużel zjeść. A dziś ledwo chłopak zda licencję, a już ma pomagiera, który nazywa się mechanikiem – podkreślił Chomski.
Żużel. Speedway Grand Prix tnie miliony. SEC wykorzysta ten moment?
Tu pojawia się realny problem. Jeśli zawodnik od początku nie uczy się sprzętu, nie czuje go w rękach, nie rozumie każdego elementu motocykla – czy w kryzysowym momencie będzie w stanie zareagować?
Wielu juniorów znika po zakończeniu wieku młodzieżowego. Nie przebijają się do poważnego ścigania, rozmywają się w ligowej przeciętności. Chomski sugeruje, że to nie przypadek. Brakuje pokory. Brakuje warsztatu. Brakuje twardej szkoły życia w garażu.
Czy polski żużel skrócił drogę do sukcesu zbyt mocno?
Wypowiedź trenera to nie atak na młodych. To sygnał alarmowy. Dawniej zawodnik najpierw pracował, potem stawał się gwiazdą. Dziś – jak wynika z tej rozmowy – część młodych chce być gwiazdą od razu. Telefon, social media, szybki wizerunek. A fundamenty?
Jeśli ta diagnoza jest trafna, konsekwencje mogą być poważne. Bo bez twardych podstaw trudno zbudować mistrza, który przetrwa dekadę. Chomski nie powiedział wprost, że kiedyś było lepiej. Powiedział coś groźniejszego: że pewne wartości po prostu znikają. I jeśli środowisko ich nie odzyska, polski żużel może zapłacić za to szybciej, niż się wydaje.



- Żużel. Sparta Wrocław ogłosiła plan sparingów. Trzy dwumecze i sentymentalne powroty
- Żużel. Orlen Oil Motor Lublin buduje zaplecze. Ten ruch może zaprocentować szybciej, niż się wydaje
- Żużel. Speedway Stal Rzeszów zaskoczy ligę? Zagar coraz bliżej podpisu
- Żużel. To już nie jest tylko sponsor. Red Bull idzie o krok dalej
- Żużel. Gdy pada nazwisko Zmarzlik, w Anglii zapada cisza