Żużel. GKM Grudziądz pod ścianą. Kościecha nie ukrywa, że liczył na bonus we Wrocławiu
Bayersystem GKM Grudziądz stracił punkt bonusowy ze Spartą Wrocław, a przed derbami z PRES Toruń margines błędu praktycznie zniknął
Bayersystem GKM Grudziądz przegrał we Wrocławiu z Betard Spartą 39:51 i stracił punkt bonusowy. Grudziądzanie przyjechali na Stadion Olimpijski z sześciopunktową zaliczką z pierwszego meczu, ale w rewanżu nie zdołali jej obronić. Sparta wygrała różnicą dwunastu punktów, dzięki czemu odwróciła losy dwumeczu i dopisała do tabeli pełną pulę.
Dla GKM-u był to drugi przegrany mecz z rzędu. Po bardzo mocnej pierwszej części sezonu grudziądzanie znaleźli się w momencie, w którym każdy kolejny punkt może mieć duże znaczenie w walce o miejsce w czołowej czwórce. Po spotkaniu Robert Kościecha nie ukrywał, że choć Wrocław jest bardzo trudnym terenem, to po cichu liczył przynajmniej na utrzymanie przewagi z pierwszego spotkania.
Sześć punktów nie wystarczyło
GKM Grudziądz jechał do Wrocławia z jasnym celem. Zwycięstwo na Stadionie Olimpijskim było zadaniem bardzo trudnym, bo Betard Sparta posiada atut toru, natomiast sześciopunktowa zaliczka z Grudziądza dawała gościom realną szansę na bonus. Przez pierwsze biegi, szczególnie po pierwszej serii, wynik był „na styku”, jednak w środkowej fazie meczu gospodarze zaczęli budować coraz większą przewagę.
Kościecha przyznał po spotkaniu, że sama siła Sparty była jednym z powodów, dla których jego drużynie tak trudno było utrzymać korzystny wynik. Wrocławianie mieli tego dnia więcej mocnych punktów, a GKM nie był w stanie odpowiedzieć na ich serię podwójnych zwycięstw.
Nie leży, bo jest mocną drużyną. Jeżeli masz mocny zespół, mocnych zawodników, to ciężko się wygrywa. Dzisiaj, wiadomo, zawsze się przyjeżdża po wygraną, ale liczyłem tak po cichu na to, bo sześć punktów to nie jest dużo, ale liczyłem, że trzymamy te sześć punktów, bo przewaga, ale nie udało się.
Zmiana Maxa Fricke. Drabik pojechał z rezerwy taktycznej
Jednym z tematów po meczu była decyzja z 12. biegu. Przy stanie 39:27 dla Betard Sparty Wrocław trener Robert Kościecha zdecydował się na podwójną rezerwę taktyczną. W miejsce Maxa Fricke pojawił się Maksym Drabik, a za Bastiana Pedersena pojechał Kevin Małkiewicz. GKM Grudziądz był już wtedy w trudnym położeniu, ale wciąż próbował ratować nie tylko wynik meczu, lecz przede wszystkim punkt bonusowy za dwumecz.
Sama zmiana Fricke’a mogła wyglądać z boku zaskakująco, bo Australijczyk w trzech wcześniejszych startach zdobył 4+1. Nie był więc zawodnikiem kompletnie pogubionym, a mimo to w ważnym momencie został zastąpiony przez Drabika. Ten ruch częściowo się obronił, bo Drabik wygrał 12. wyścig, ale bieg zakończył się remisem 3:3. Strata GKM-u wciąż wynosiła więc dwanaście punktów, a przewaga z pierwszego meczu była coraz bliżej utraty. Kościecha tłumaczył po spotkaniu, że decyzja wynikała z układu programu i walki o wynik. Jak zaznaczył, rozmawiał później z Fricke’em i wyjaśnił mu, dlaczego w tamtym momencie postawił na takie rozwiązanie.
Tak wyszedł program, tak taktyczne wyszły, musiałem ratować wynik. Max przyjechał trzeci, bodajże, na 5:1 z Michaelem. Akurat później wydarzyło się, że Maksym Drabik wygrał. Gdyby Maksym Drabik nie wygrał, to Max by pojechał ten bieg, ale wyszło tak i nie inaczej. Sam z nim rozmawiałem, mówię sorry, bo tak wyszło z programu. On to rozumie, że walczyłem o wynik, bo jeszcze była szansa na ten punkt bonusowy.
Derby z Toruniem nabierają znaczenia
Po dwóch porażkach z rzędu przed GKM-em kolejny bardzo ważny mecz. Derby z Toruniem zawsze mają swoją temperaturę, ale tym razem dochodzi do tego jeszcze sytuacja w tabeli. Grudziądzanie nadal są w grze o wysokie miejsce, jednak po straconych punktach margines błędu zrobił się mniejszy. Kościecha nie chciał jednak sprowadzać najbliższego spotkania wyłącznie do reakcji po porażkach. Zwrócił uwagę, że w PGE Ekstralidze praktycznie każdy mecz ma duży ciężar, niezależnie od tego, z kim i gdzie się jedzie. Nawet rywal, który teoretycznie jest niżej lub przeżywa słabszy moment, może sprawić duże problemy.
Każdy mecz jest tutaj ciężarem. Tu nie ma łatwych meczów, nie ma łatwych spotkań, których możemy sobie odpuścić i powiedzieć, że to jest łatwe spotkanie. Mecz nawet u siebie z Częstochową, która generalnie nie jest dzisiaj w formie, też jest ciężkim meczem, także tutaj do każdego meczu trzeba się przygotowywać na 100%. Każdy mecz jest bardzo ważny. Mecz przegrany u siebie wiąże się z tym, że się wypada z czwórki.
Trening tak, nerwowe ruchy nie
Na koniec Kościecha został zapytany o przygotowania do meczu z Toruniem. Po takiej porażce naturalnie pojawia się pytanie, czy drużyna potrzebuje dodatkowej pracy, zmian albo mocniejszego impulsu przed kolejnym spotkaniem. Szkoleniowiec GKM-u nie zapowiadał jednak żadnej rewolucji. Zobacz także: Żużel. Falubaz Zielona Góra w centrum śledztwa. Były prezes klubu usłyszał zarzuty–>
Jego zdaniem na tym etapie sezonu nie chodzi już o to, żeby nagle trenować przez kilka dni z rzędu i szukać wszystkiego od początku. Drużyna jest w środku rozgrywek, zawodnicy mają za sobą wiele startów, a najważniejsze rzeczy powinny być już wypracowane. Przed derbami będzie więc trening, ale bez nerwowego dokładania kolejnych jednostek na siłę.
Mamy trening w piątek i będziemy trenować. Nic tu nie da, że będziemy dwa, trzy dni trenować, ponieważ to już jest środek sezonu. Jeżeli zawodnicy nie złapali już tego, co mieli złapać, to po prostu nie złapią przez więcej treningów.



- U24 Ekstraliga. Remis w Częstochowie! Sebastian Szostak niepokonany, Falubaz daleko w tyle
- Żużel. PRES Toruń ma nowy atut? Bloedorn po groźnym upadku zachwycił na Motoarenie
- Żużel. GKM Grudziądz pod ścianą. Kościecha nie ukrywa, że liczył na bonus we Wrocławiu
- Żużel. Tabela Metalkas 2. Ekstraligi zaskakuje! Tu może wydarzyć się wszystko
- Żużel. Unia Leszno zgarnie pełną pulę? Wielki hit na Smoczyku!