Żużel. To może odmienić Speedway Grand Prix! Pomysł, który uderza w system dzikich kart
Nowy system dla Speedway Grand Prix? Mocna propozycja, która może zastąpić dzikie karty i wprowadzić kwalifikacje GP dzień wcześniej
Greg Hancock w naszym Magazynie Best Speedway Tv mówi to, o czym wielu w świecie żużla myśli od dawna, ale niewielu ma odwagę powiedzieć na głos. Jego zdaniem system przyznawania dzikich kart w Grand Prix coraz bardziej rozmija się z tym, czym współczesny żużel stał się sportowo, mentalnie i organizacyjnie. Amerykanin widzi to dokładnie — jedni zawodnicy błyszczą w ligach, robią dwucyfrówki, potrafią „pójść z gazem”, ale w GP zderzają się z czymś, co ich przerasta. I wcale nie chodzi o prędkość.
Hancock tłumaczy, że presja cyklu Grand Prix to nie jest zwykła presja wyników. To atmosfera, której nie da się odtworzyć nigdzie indziej: światła, napięcie, samotność, powtarzalność torów, pięć startów pod presją, kamery w twarz, oczekiwanie kibiców i jedno przysłowiowe „mrugnięcie”, które kończy się stratą dwóch miejsc. I właśnie dlatego — jego zdaniem — żadne ogólne kryteria dzikich kart nie mają sensu.
„Ligi to jedno, GP to drugi wszechświat” – Hancock rozwija myśl, której nikt nie chce ruszyć
Hancock bardzo szeroko opisuje to, co dzieje się w głowach zawodników, gdy wjeżdżają na tor Grand Prix. Robi to po swojemu: spokojnie, ale z tak dużym przekonaniem, że trudno mu odmówić racji.
— Ludzie widzą ligę i myślą: „on ma formę, robi punkty, pokonał mistrza”, ale cykl Grand Prix to kompletnie inna gra — mówi. — W lidze jedziesz z parą, masz kolegów z zespołu, środowisko, rutynę. W GP wchodzisz w ramy systemu, gdzie jesteś sam. Zero wsparcia od drużyny. Masz mechaników i własną głowę. I jeśli ta głowa cię zawiedzie, możesz być najszybszy na świecie, a i tak przegrasz.
Hancock dodaje więcej: — Ludzie widzą wynik w ligach i myślą, że to wszystko. Ale nie wiedzą, co dzieje się w parku maszyn, gdy masz trzy minuty do wyjazdu i jedną decyzję, która decyduje o wszystkim. W GP nie ma przypadków. Tam się wszystko liczy: start, mentalność, reakcja, umiejętność panowania nad sobą. I dlatego tak mało zawodników potrafi wejść do cyklu i od razu zrobić wynik. To brutalna prawda.
Podkreśla również, że różnica w poziomie mentalnym to najważniejszy element, którego nie da się wpisać w żaden regulamin dzikich kart.
Żużel. Włókniarz Częstochowa zdradza kolejne nazwisko! Duńczyk zostaje w ekipie „Lwów”
Żużel. Vaclav Milik zaskoczył wszystkich! Czech schodzi dwa poziomy niżej
„To loteria? Nie. To próba charakteru”
Hancock wielokrotnie w rozmowie wraca do tego, że wybór dzikich kart to nie jest kwestia „statystyk” czy „zasług”. To przede wszystkim próba przewidzenia, który zawodnik wytrzyma 10 rund presji.
— Przez lata widziałem, jak jedni wchodzili w GP i od razu gasili światła, a inni po dwóch turniejach byli na granicy załamania — opowiada. — W ligach są gwiazdami, a w GP nagle wyglądają na zagubionych. To dlatego wybór dzikiej karty zawsze będzie kontrowersyjny. Bo nigdy nie przewidzisz, kto psychicznie to udźwignie.
Hancock mówi to z dużą szczerością: — Można mieć najlepszy silnik, najlepszego tunera, najlepsze statystyki, ale jeśli nie masz odporności psychicznej, GP cię pożre. I to jest sedno problemu. Jak masz wybrać jednego zawodnika, kiedy każdy z nich ma inny zestaw atutów i wad? Jeden jest szybki, drugi doświadczony, trzeci regularny, a czwarty po prostu potrafi wygrywać wtedy, kiedy trzeba. Jak to porównać?
Właśnie dlatego uznaniowe przyznawanie stroi polemik i wzbudza skrajne emocje.
„Dosyć tego. Czas na kwalifikacje dzień wcześniej” – Hancock wjeżdża z konkretami
W drugiej części rozmowy Hancock przestaje krążyć wokół tematu i przechodzi do rzeczy. Proponuje rozwiązanie, które jego zdaniem mogłoby zmienić Grand Prix na lepsze, sprawić, że system byłby bardziej sportowy, a mniej polityczny.
Pomysł jest klarowny:
• piątek: kwalifikacyjny mini-turniej 16 zawodników
• sobota: główne GP z 3–4 zawodnikami, którzy wywalczyli miejsce
Bez rekomendacji.
Bez nacisków.
Bez „klucza marketingowego”.
Bez geograficznych uzasadnień.
Bez tłumaczeń, że to „dla rozwoju żużla w danym kraju”.
— W innych sportach to normalne — mówi Hancock. — W żużlu też powinniśmy to w końcu zrobić. Wygrywasz? Jedziesz. Nie wygrywasz? Masz pecha i pracujesz dalej. To jest sport. Rywalizacja. Ktoś może przyjechać z Australii, Szwecji, Polski, Czech, Ameryki. Nie ma znaczenia. Liczy się wynik z toru.
Amerykanin rozwija swój pomysł: — Wyobraźcie sobie piątek, stadion, kibiców, walka o życie. Szesnastu zawodników, a tylko trzech albo czterech wchodzi. To byłoby elektryzujące. I przede wszystkim uczciwe. Bez tej całej atmosfery domysłów i nepotyzmu, która od lat ciągnie temat dzikich kart w dół.
Dlaczego to takie ważne? Hancock wyjaśnia brutalną prawdę
Według Amerykanina takie kwalifikacje byłyby nie tylko atrakcyjnym widowiskiem, ale też idealnym filtrem prawdy o formie zawodników. — Kwalifikacje pokazałyby realną wartość. Nie ranking sprzed miesięcy. Nie nazwisko. Nie to, kogo lubi federacja. Po prostu: kto dzisiaj jedzie najlepiej, ten wchodzi do GP. To byłby prawdziwy sport — ocenia.
Hancock nie ukrywa, że widzi w tym także wartość dla kibiców: — Wyobraźcie sobie, że w sobotę w GP jedzie zawodnik, który dzień wcześniej przeszedł przez piekło i wygrał kwalifikacje jednym punktem. On w sobotę jedzie inaczej. On ma już ogień w oczach. To tworzy historię. To porywa kibiców. I właśnie tego brakuje w obecnym systemie.
Hancock nie rzuca słów na wiatr. To propozycja, która żyje w nim od dawna
W jego tonie nie ma gadania dla kamer. Jest przekonanie człowieka, który:
• spędził w GP ponad 20 lat,
• widział setki karier, które rozkwitały albo gasły,
• poznał mechanizmy presji, które zjadają zawodników,
• wie, że polityka i marketing nie powinny decydować o sporcie.
Hancock nie domaga się likwidacji dzikich kart, ale uważa, że sportowa ścieżka awansu jest tym elementem, który może odmienić żużel na lata. I trudno mu odmówić racji. Zwłaszcza patrząc na to, ile kontrowersji i pytań co roku wywołują nominacje FIM i promotorów.



- Żużel. Krzysztof Sadurski o powodach zmiany barw klubowych
- Żużel. Pres Toruń znów na szczycie? Te dane mogą zwiastować powtórkę bolesnej historii
- Żużel. Zmarzlik i Plebiscyt Sportowy. Ten werdykt mówi więcej, niż się wydaje
- Żużel. Bohater PRES Toruń już trenuje! Duńczyk znów będzie brylował w PGE Ekstralidze?
- Żużel. Unia Leszno odkrywa karty. Sparingi z gigantami i data Memoriału już znane