Maciej Janowski o problemach drużyny w meczu finałowym oraz o trudnym sezonie 2024
Maciej Janowski o problemach drużyny w meczu finałowym oraz o trudnym sezonie 2024
W poniedziałkowy wieczór poznaliśmy ostateczne rozstrzygnięcia w PGE Ekstralidze. Po raz trzeci z rzędu drużyna z Lublina została drużynowym mistrzem Polski, tym samym zabierając puchar do swojej gabloty. Od początku spotkania lublinianie wymierzali to kolejne mocne ciosy przeciwko zawodnikom Betard Sparty a tytuł został „przyklepany” w zasadzie już po drugiej serii.
Tym samym drużynie z Lublina nie szczędzono pochwał, od początku do toru przy Alejach Zygmuntowskich byli idealnie spasowani. Przeciwieństwem była ekipa Dariusza Śledzia. Od samego początku wrocławianie borykali się z problemami. Pierwszą „trójkę” dla Wrocławia zdobył dopiero w 5 biegu niezawodny w tym sezonie Artiom Łaguta. Zaś na pierwsze zwycięstwo wicemistrzowie Polski musieli czekać aż do 11 biegu.
Od tamtego momentu dyspozycję w drużynie gości zdecydowanie poprawił Maciej Janowski. Kapitan Betard Sparty Wrocław w swoim trzecim starcie w swoim stylu przeprowadził widowiskowy jak na warunki torowe manewr na Mateuszu Cierniaku oraz Jacku Holderze. Widać było, że ulubieniec wrocławskich kibiców odzyskał prędkość pod koniec zawodów. Wydarzyło się to zdecydowanie za późno, aby zmienić ostateczny wynik meczu. Jako kapitan podsumował krótko postawę drużyny oraz wypowiedział się na temat problemów z początku zawodów:
„Początek był trochę słabszy, później dużo lepiej. Co jakby przyczyniło się do tego, że tych punktów było więcej pod koniec zawodów? Zawody trwały, my się gdzieś tam dopasowywaliśmy. Na początku, trudno było się spasować do tego toru, był bardzo twardy. Tyle, przyjechaliśmy do Mistrzostw Polski i było ciężko.” – podsumował Janowski

Grono kibicowskie mocno po zakończeniu finałów debatowało, czy srebrny medal dla drużyny ze stolicy Dolnego Śląska jest sukcesem, czy może dużym niedosytem. Warto jednak pamiętać, że Betard Sparta nie uległa byle komu. Orlen Oil Motor po raz kolejny udowodnił, że jest nie do zatrzymania. Wrocławianie zaś pokazali, że umieją walczyć, nawet z tak ciężkim przeciwnikiem a reszta drużyn ligi nie jest im straszna.
Inna sprawa to kontuzje, dużą rolę odegrała nieobecność Taia Woffindena w decydującej fazie sezonu. Francis Gusts z roli rezerwowego nie wywiązał się z dobrej strony. Łotysz punkty jak już zdobywał to bardzo sporadycznie i często na swoich młodszych kolegach z formacji juniorskiej. Jak do tego dodamy uraz Jakuba Krawczyka i jego przedwczesne zakończenie sezonu to można śmiało stwierdzić, że wrocławianie plan minimum spełnili z nawiązką. O tych problemach ponownie wypowiedział się Maciej Janowski:
„To był trudny sezon, bo znowu borykaliśmy się z jakimiś kontuzjami, jednak udało się wejść do finału. Mieliśmy oczywiście nadzieję na lepszą walkę z naszej strony, jednak tylko na tyle było nas dzisiaj stać. Gratulacje dla Motoru, pojechali bardzo mocny sezon. Co do bólu ręki, podczas jazdy nie doskwierało, wyszliśmy z tego dosyć szybko. Żyję, dużo szczęścia. Wszystko się ładnie goi i podczas jazdy nie czułem żadnego dyskomfortu”

- Żużel. Kryterium Asów 2026 w Bydgoszczy z kolejnymi nazwiskami. Te nazwiska robią różnicę
- Żużel. Wybrzeże Gdańsk ma nowego kapitana. Duńczyk przejmuje odpowiedzialność
- Żużel. Wiktor Jasiński o wyborze Polonii Piła! „to była decyzja kluczowa”
- Żużel. Kryterium Asów 2026 w Bydgoszczy nabiera mocy. Kolejne znane nazwiska na liście
- Żużel. Utknął w martwym punkcie? Młody żużlowiec czeka na telefon i nie chce iść na kompromisy