Żużel. Mocne słowa legendy! Greg Hancock tłumaczy, dlaczego Woffinden zasłużył na dziką kartę
Legendarny Greg Hancock w naszym Magazynie BSTV mówi wprost, że decyzja o przyznaniu dzikiej karty Tai’owi Woffindenowi wcale go nie zaskoczyła. Amerykanin tłumaczy, dlaczego mimo kontuzji i długiej przerwy Brytyjczyk wciąż ma mentalność mistrza. I zdradza, co słyszał od Woffindena w prywatnych rozmowach.
Żużel. Greg Hancock o dzikiej karcie dla Taia Woffindena: mentalność mistrza, powrót po kontuzjach i kulisy rozmów, które pokazują jego prawdziwą siłę
W rozmowie z nami Greg Hancock bardzo spokojnie, ale jednocześnie niezwykle stanowczo odniósł się do jednego z najgłośniejszych tematów ostatnich miesięcy — dzikiej karty dla Taia Woffindena. Czterokrotny mistrz świata powiedział wprost, że absolutnie nie był zaskoczony decyzją organizatorów. Jeśli już, to jedynym zaskoczeniem był moment ogłoszenia, bo Hancock przyznaje, że spodziewał się tego prędzej czy później. I dodaje: „Każdy, kto zna Taia, wie, że to gość, którego nigdy nie wolno skreślać”.
Legenda speedwaya podkreśla, że Woffinden przeszedł przez trzy dramatyczne sezony z rzędu. Ciężkie kontuzje, przestoje, rehabilitacja, ból i cała ta szarpanina, która zabiera zawodnikowi pewność siebie. W normalnych warunkach większość żużlowców po takim okresie po prostu zniknęłaby ze światowej czołówki. Hancock jednak doskonale zna Taia — wie, jaką ma mentalność, jak funkcjonuje jego głowa i jak reaguje, gdy świat uznaje go za skończonego. „To nie jest gość z kategorii: odpuszczam. Tai ma w sobie coś, czego nie da się nauczyć. On potrzebuje paliwa, a najlepszym paliwem jest zwątpienie innych” — mówi.
W rozmowie Hancock zdradził, że w ostatnich miesiącach często rozmawiał z Woffindenem prywatnie. Nie jako były rywal, tylko jako przyjaciel. I jak sam przyznaje, w tych rozmowach było czuć, że Tai wciąż nie jest gotowy, by zamknąć rozdział pod tytułem „Grand Prix”. Mówił otwarcie, że czegoś mu brakuje, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Hancock słyszał w jego głosie to, co czuł wiele razy w swojej karierze: niedokończoną misję. „On nadal miał w oczach ten ogień. Nawet jeśli ciało odmawiało mu posłuszeństwa, głowa była daleko przed rzeczywistością” — opowiada Greg.
Zdaniem Amerykanina decyzja o przyznaniu Woffindenowi dzikiej karty nie jest więc żadną „niespodzianką”, a bardziej logicznym ciągiem wydarzeń. Organizatorzy doskonale wiedzą, że Tai jest zawodnikiem unikalnym — nie tylko sportowo, ale też marketingowo. Sprzedaje bilety, przyciąga uwagę, ma jedną z najmocniejszych marek osobistych w żużlu, a do tego potrafi zrobić show. Ale Hancock podkreśla coś najważniejszego: „Woffinden nie żyje z Instagrama. On nadal potrafi jechać na poziomie mistrza świata. Nigdy nie stawiaj krzyżyka na kimś, kto już udowodnił, że potrafi wracać z piekła”.
Żużel. To już pewne! Motor Lublin zgarnia Vaculika i Worynę. Prezes wszystko wyjaśnił
Żużel. Dlaczego właśnie teraz? Marcin Momot wzmacnia team zawodnika z 2. Ekstraligi!
Na koniec dodaje jeszcze jedną bardzo ważną rzecz — że prawdziwa odpowiedź na pytanie, czy Tai wróci do gry, przyjdzie dopiero w kwietniu. „To nie jest gość od półśrodków. Albo będzie gotowy, albo nikt nie zobaczy go na pół gwizdka. Taki jest Woffy”.



- Żuzel. Znamy pełną obsadę Memoriału Alfreda Smoczyka w Lesznie! Jeden wielki nieobecny!
- Żużel. To on będzie bronił tytułu IMME – lider GKM Grudziądz
- Żużel. Zagraniczny junior wchodzi na żużlowe salony! Na kogo warto zwrócić uwagę?
- Żużel. „Jeszcze dwa!” Motor Lublin przerywa spekulacje. Zmarzlik potwierdza decyzję
- Żuzel. Hiszpańskie słońce, toruński charakter. Pres Toruń odsłonił kevlar na sezon 2026