Żużel. Emil Sajfutdinow przerwał ciszę. To, co powiedział po złotym sezonie, daje do myślenia
Emil Sajfutdinow przed sezonem 2026: niedosyt mimo złota i sygnał, że może być jeszcze groźniejszy
Sezon 2025 w papierach wygląda jak spełniony sen: trzy złota zdobyte w różnych krajach, kolejne trofeum do gabloty i rola jednego z liderów w drużynowych sukcesach. A jednak Emil Sajfutdinow, zapytany o minione miesiące, nie idzie w laurkę. Zamiast zachwytów stawia jedno zdanie, które brzmi jak zimny prysznic.
— „Zacznę indywidualnie, że mój wynik chciałem oczekiwać trochę więcej, bo mieliśmy sporo problemów technicznych i z silnikami” — mówi w rozmowie opublikowanej na kanale youtube Ducati Toruń przed sezonem 2026.
To pozornie niewinne zdanie odsłania coś, co kibice czasem widzą tylko w urywkach. Można wygrywać, a jednocześnie mieć poczucie, że to nie była jazda na pełnych obrotach. I że złoto złotu nierówne.
Żużel w Anglii wraca na właściwe tory? Premiership blisko sześciu drużyn w sezonie 2026
Trzy złota, ale bez spokoju
Sayfutdinov przyznaje wprost, że sezon był „złoty”, ale po drodze kosztował mnóstwo nerwów. Wspomina o technice, o silnikach, o szukaniu prędkości. Czyli o tym, co w żużlu potrafi decydować bardziej niż forma na siłowni. — „Szukaliśmy szybkości. Czasami było dobrze, czasami było… szkodliwe. Wiedzieliśmy, gdzie był problem, tylko zawsze było mało czasu” — dodaje.
W tym fragmencie jest cała prawda o topowym ściganiu. Zawodnik na tym poziomie nie mówi „nie wyszło”, tylko rozbiera sezon na czynniki pierwsze: gdzie uciekała prędkość, dlaczego brakowało czasu, co blokowało rozwój. To nie brzmi jak ktoś, kto ma poczucie idealnie wykonanego planu.
I tu robi się ciekawie.
Bo jeśli ktoś kończy rok z trzema złotami, a i tak ma niedosyt, to znaczy, że jego sufit jest wyżej niż to, co pokazał. A dla rywali to nie jest dobra wiadomość.
Niewygodna teza: w 2026 może być groźniejszy niż „złoty” Sajfutdinow
W żużlu zwykle słyszysz po udanym sezonie klasyczne: „dziękuję, cieszę się, idziemy dalej”. Sayfutdinov też dziękuje, ale nie chowa podziękowań w roli zasłony dymnej. W kilku zdaniach wraca do tego samego: prędkość.
Nie wynik, nie medal, nie tabelka. Prędkość. — „Zawsze cel jest jeden. Znaleźć po pierwsze dobrą prędkość i się cieszyć z tym sportem. Cel przyjdzie, jak wykonam dobrze pracę, to cel sam przyjdzie” — mówi, gdy pada pytanie o sezon 2026.
To podejście ma dwa odcienie. Z jednej strony: spokój i rutyna faceta, który widział już wszystko. Z drugiej: ukryte ostrze. Bo jeśli on twierdzi, że w 2025 prędkość bywała „szkodliwa”, a i tak wziął złoto, to… co będzie, jeśli w końcu „złapie” pełną szybkość przez cały sezon?
Żużel. Kryterium Asów 2026 odkrywa wszystkie karty. Lista nazwisk robi wrażenie
To nie jest narzekanie. To jest sygnał
W jego wypowiedziach nie ma dramatyzowania. Nie ma też uciekania od odpowiedzialności. Jest raczej komunikat: mieliśmy problem, wiedzieliśmy jaki, ale brakowało czasu, żeby go dokończyć. To brzmi jak notatka z garażu, nie jak PR.
A takie słowa w lutym są szczególnie ważne, bo pojawiają się na etapie, kiedy zawodnicy i teamy budują fundamenty pod cały rok. Tu się nie gada „pod publiczkę”, tylko ustawia priorytety.
Jeśli w Toruniu słyszą od lidera, że po złotym sezonie nadal nie było „tego”, czego oczekiwał indywidualnie, to znaczy, że poprzeczka na 2026 została zawieszona wyżej. I nie chodzi o deklaracje w stylu „będę mistrzem”. Chodzi o coś groźniejszego: kontrolę procesu.
„Czasami było dobrze, czasami było szkodliwe” – to zdanie mówi więcej niż całe podsumowania
W żużlu jeden dzień potrafi zmienić wszystko: silnik, pogoda, tor, dobór przełożeń. Ale na najwyższym poziomie wygrywa ten, kto potrafi minimalizować „złe” dni.
Sayfutdinov w kilku słowach opisuje sezon, w którym nie czuł stabilności. Dla kibica to może brzmieć jak zwykłe „było różnie”. Dla kogoś, kto śledzi żużel bliżej, to brzmi jak: nie mieliśmy powtarzalności, a mimo to dowieźliśmy medale.
I to jest najbardziej „discoverowe”: sukces, który w środku nie był tak cukierkowy, jak wygląda z zewnątrz.
Sezon 2026 jako test: czy „złoty” wynik da się poprawić?
Wypowiedź Sayfutdinova można czytać jak zwykłe podsumowanie. Ale można też jak zapowiedź. Nie obietnicę. Zapowiedź.
Bo zawodnik, który mówi „chciałem oczekiwać trochę więcej”, zwykle nie kończy na gadaniu. On zaczyna szukać brakujących procentów: w sprzęcie, w prędkości, w detalach. A żużel jest sportem, w którym detal potrafi zrobić różnicę większą niż nazwisko na kevlarze.
Jeśli więc ktoś szuka w tej rozmowie kontrowersji – to ona nie leży w ostrych słowach. Leży w czymś dużo bardziej niepokojącym dla rywali: w braku zadowolenia po sezonie, który dla wielu byłby szczytem marzeń.
Myślisz, że Sayfutdinov po takim sezonie ma jeszcze „rezerwę”, czy to już jego maks? Daj znać w komentarzu – bo w 2026 odpowiedź może przyjść szybciej, niż się wydaje.



- Żużel. Ostrovia Ostrów odpala kolejną bombę! Dwa nazwiska, które podnoszą rangę Speed Masters
- Transmisja Super Prix USA 2026 z Bakersfield! Sprawdź, gdzie i o której oglądać na żywo
- Żużel. Zamieszanie wokół prezesa GKM Grudziądz. Klub wydał oświadczenie
- Żużel. Leon Madsen wysyła sygnał rywalom. Falubaz może mieć potężną broń
- Żużel. Patryk Wojdyło chwali ROW Rybnik za konkrety. Po tych słowach w Łodzi zawrzało