Żużel. To on ma zmienić układ sił w Ekstralidze? Drabik wskazany jako transfer numer jeden
Brakowało drugiego lidera, teraz decyzja zapadła. Maksym Drabik ma „pociągnąć” drużynę i skrócić dystans do ligowego topu
Klub GKM Grudziądz nie owija w bawełnę. Po sezonie analiz i rozmów zapadła decyzja: Maksym Drabik ma być brakującym ogniwem i drugim silnym liderem, który pozwoli realnie skrócić dystans do ligowej czołówki.
Nie jest tajemnicą, że ostatni sezon dał klubowi sporo powodów do satysfakcji, ale jednocześnie bardzo jasno obnażył granice obecnych możliwości. Awans do czołowej czwórki był sukcesem, jednak w konfrontacji z najmocniejszymi drużynami Ekstraligi różnice stały się aż nadto widoczne. Właśnie dlatego w gabinetach zapadła decyzja, która ma być odpowiedzią na największy problem – brak drugiego zawodnika zdolnego regularnie „pociągnąć” drużynę w kluczowych momentach.
Po długich analizach i rozmowach ze sztabem szkoleniowym wybór padł na Maksyma Drabika. Klub nie ukrywa, że to cel transferowy numer jeden, a decyzja nie jest przypadkowa. – To zawodnik z umiejętnościami, który w tym roku pokazał, że potrafi być liderem i rywalizować z najlepszymi w Ekstralidze – podkreślano w rozmowie dla ekstraliga.pl, jasno wskazując, że chodzi nie tylko o nazwisko, ale o realną jakość sportową.
W klubie panuje przekonanie, że dotychczasowa konstrukcja zespołu była solidna i wyrównana, ale w starciach z absolutnym topem brakowało tego jednego elementu – drugiego filaru, który w trudnych momentach weźmie odpowiedzialność na siebie. – Potrzebujemy kolejnego zawodnika, który w odpowiednich chwilach będzie w stanie pociągnąć drużynę, być liderem i walczyć jak równy z równym z najlepszymi rywalami – usłyszeliśmy.
Żużel. Zmarzlik i Polska kontra świat: PGE Narodowy szykuje żużlowe trzęsienie ziemi
Żużel. Krok ku końcowi?! Czarny scenariusz dla Unii Tarnów zaczyna się spełniać
Transfer Drabika ma być więc czymś więcej niż tylko wzmocnieniem składu. To sygnał ambicji i próba realnego skrócenia dystansu do drużyn, które od lat dominują ligę nie tylko sportowo, ale też organizacyjnie i budżetowo. Klub zdaje sobie sprawę, że sam jeden ruch nie sprawi, że różnice znikną z dnia na dzień, ale bez takiego lidera walka o coś więcej niż miejsca 3–4 jest zwyczajnie niemożliwa.
Co istotne, decyzja zapadła w porozumieniu z trenerem. W klubie podkreślają, że nie ma mowy o jednostronnych ruchach czy transferach „pod publikę”. – Trener na co dzień pracuje z drużyną, odpowiada za wyniki i dokładnie wie, jakiego zawodnika potrzebuje. My możemy marzyć o jeszcze większych nazwiskach, ale trzeba patrzeć realnie na budżet i możliwości – słyszymy.
Presja będzie ogromna, bo wraz z takim ruchem rosną oczekiwania kibiców. Sam klub nie ucieka od tego tematu. Cel na przyszły sezon pozostaje niezmienny – ponowna walka o czołową czwórkę, ale z myślą, że tym razem różnice w starciach z ligową elitą nie będą już tak wyraźne. Czy Maksym Drabik stanie się brakującym ogniwem? Odpowiedź da dopiero tor, ale jedno jest pewne: to transfer, który ma zmienić układ sił, a nie tylko uzupełnić skład.



- Żużel. Krzysztof Sadurski o powodach zmiany barw klubowych
- Żużel. Pres Toruń znów na szczycie? Te dane mogą zwiastować powtórkę bolesnej historii
- Żużel. Zmarzlik i Plebiscyt Sportowy. Ten werdykt mówi więcej, niż się wydaje
- Żużel. Bohater PRES Toruń już trenuje! Duńczyk znów będzie brylował w PGE Ekstralidze?
- Żużel. Unia Leszno odkrywa karty. Sparingi z gigantami i data Memoriału już znane