Przeklęte 16 sekund. Rocznica tragicznej śmierci Krystiana Rempały

22 maja 2016 roku, Rybnik. Niedzielny, ligowy mecz. Tor przez niektórych określony jako przyczepny, trudny. Sygnał dźwiękowy, dwie minuty dla zawodników. Drugi bieg, na torze sami juniorzy. Czas upływa, a na starcie nadal nie ma Krystiana Rempały. Zdąży, nie zdąży? Kibice oddychają z ulgą. Zdążył, zjawia się 16 sekund przed startem.

Zawodnicy ustawiają się wzdłuż białej linii, pełne skupienie, obserwacja, taśma dynamicznie się podnosi… Rywalizacja nie trwa długo. Już podczas pierwszego okrążenia na rybnickim torze ma miejsce katastrofa, której nigdy nie wymażemy z pamięci.

Całe środowisko żużlowe wstrzymało oddech na kilka długich dni ze względu na kolizję pomiędzy Krystianem Rempałą, a Kacprem Woryną, podczas której Kacper spadł za siodełko i stracił panowanie nad motocyklem, uderzając tym samym przednim kołem maszynę Krystiana. Podczas wypadku Rempale spadł kask, żużlowiec z impetem uderzył niczym nieosłoniętą głową w nawierzchnię toru. Na trybunach rozbrzmiały okrzyki przerażenia, nie bez powodu – kraksa wyglądała wstrząsająco, a chłopak nie wstawał z toru. Według biegłego medycyny sądowej już wtedy nastąpiła śmierć mózgu.

W szpitalu trwała zacięta walka o życie Krystiana, mijały kolejne godziny, dni, a cała Polska w napięciu trzymała kciuki i wysyłała słowa wsparcia w kierunku zawodnika i jego rodziny. Przeprowadzono operację usunięcia krwiaka mózgu, po której pozostawał w śpiączce. Do ostatniej chwili wszyscy mieli nadzieję, że po chwilowym, a może nawet odrobinę dłuższym okresie rekonwalescencji, zobaczymy jak młody żużlowiec pokonuje kolejne wiraże, jak zdobywa coraz to nowe medale i pnie się na najwyższy stopień podium. Nadzieja okazała się być fałszywa, a modlitwy daremne. Krystian nie otworzył już oczu. Mimo dołożenia wszelkich starań, lekarzom nie udało się uratować młodego zawodnika.

Czy ktoś jest winny?

To była sytuacja jakich w tym sporcie wydarzyło się i wydarzy mnóstwo. Woryna z Rempałą jechali w bliskim kontakcie. Kacper popełnił sportowy błąd, za co zresztą sędzia go z powtórki wykluczył, ale nie było w tym żadnej premedytacji. Motocykl go pociągnął, w wyniku czego spadł za siodełko. Nie był w stanie nic zrobić. Nie miał szans opanowania motoru, a ten uderzył w maszynę Krystiana. Gdyby jednak tarnowianin miał zapięty kask, to nic wielkiego by się nie stało. Wstałby, otrzepałby się z kurzu i jechałbym w zawodach dalej, ewentualnie w najgorszym scenariuszu doszłoby do wstrząśnienia mózgu. Nic więcej. Biegli wyraźnie stwierdzili, że organizm Rempały, poza obrażeniami twarzoczaszki, nie ucierpiał. Po wypadku zaś kask Rempały trafił w ręce komisarza Roberta Sawiny. Był rozpięty, a paski czy zapięcie były w nienaruszonym stanie. O żadnym zdarciu z głowy przez kierownicę motocykla Woryny nie było mowy. Nikt go nie zapiął i tyle – skomentował były trener ROW-u Rybnik Piotr Żyto.

Nie ma słów, które mogłyby ukoić ból po tak dotkliwej stracie. Nie chcemy umniejszać tragedii, jest jednak coś, na co musimy zwrócić uwagę i unikać w szukaniu winnych – fałszywych oskarżeń. Nagonka ze strony kibiców może złamać zawodnikowi psychikę, szczególnie osobie tak młodej, która ma zwykle mniejszą odporność na przejawy nienawiści, agresji. Takie traumatyczne sytuacje jak uczestnictwo w kraksie ze skutkiem śmiertelnym wiążą się ze stresem, z poczuciem winy, z lękiem. Żużlowców w takich okolicznościach należy wspierać, otaczać opieką, a nie dokładać kolejny ciężar w postaci krzywdzących oskarżeń i często bezpodstawnych podejrzeń. Nie chcemy przecież stracić kolejnego talentu.

Odniósł się do tego Piotr Żyto, który nie krył oburzenia zarzutami kierowanymi pod adresem Woryny : „Prawda jest taka, że po wypadku Kacper usiadł w moim pokoju w warsztacie i przez trzy godziny zalewał się łzami. Nie mogliśmy go uspokoić. To był przecież jego kolega, kumpel z młodzieżowej reprezentacji. A w półfinale Srebrnego Kasku pojechał tylko i wyłącznie dlatego, że ja to na nim wymusiłem. Był okropnie zdołowany, nie chciał wsiadać na motor, ale ja uważałem, że musi pojechać, bo kto wie jakby to się dla niego skończyło, gdyby siedział w domu i rozmyślał. Gdyby pan go widział na tym torze w Opolu. Cień zawodnika, nie awansował do finału. Jeździł tak, by w ogóle nie zbliżać się do rywali. Dopiero jak wyjechał do Anglii, odciął się od tego wszystkiego, to psychicznie się nieco odbudował.

Warto zaznaczyć, że trwające osiem miesięcy śledztwo odnośnie śmierci Krystiana umorzono uzasadniając, że wypadek był wynikiem ryzyka związanego z uprawianiem żużla. Opinie biegłych wykluczyły, że Kacper Woryna lub stan toru miały wpływ na zgon zawodnia.

Śmierć Krystiana poruszyła całe środowisko

Krystian to był taki fajny chłopak. Bardzo go lubiłem. Nie wiem czy ten kask w ogóle nie był zapięty, czy rozpiął go, gdy mu zdefektował motocykl. Faktem jest, że sekundy wówczas przesądziły o tej śmierci. Stałem na murawie i mierzyłem czas. Przeklęte 16 sekund! Ledwie tyle i ta tragedia w ogóle by się nie wydarzyła. Spóźniłby się na start i sędzia wykluczyłby go z udziału w tym biegu.” – powiedział po wypadku Piotr Żyto.

Krystian był zdolnym chłopakiem oraz rokującym żużlowcem. Urodził się 1 kwietnia 1998 roku. Niektórzy zwykli mawiać na niego “złoty chłopiec”. Sportowego bakcyla połknął już w najmłodszych latach życia – pierwszy raz na motocyklu usiadł w wieku czterech lat, potrafił zrobić z nim wszystko. Był piątym żużlowcem w swojej rodzinie, zwanej “klanem Rempałów”. Poza żużlem jeździł na BMX, motocrossie, na snowboardzie. W 2013 roku jako wychowanek Stali Rzeszów za pierwszym podejściem zdobył licencję żużlową, a już dwa lata później, w 2015 roku, stanął na najwyższym podium Drużyonowych Mistrzostw Europy Juniorów. W swoim pechowym sezonie zdążył pojechać jedynie w czterech meczach reprezentując barwy Unii Tarnów.

Siostra Krystiana, Martyna, nagrała ku jego pamięciu wzruszającą balladę pod wymownym tytułem “Nie tak miało być”, w której żegna się z bratem. Hołd Krystianowi złożyli również żużlowcy, którzy wzięli udział w teledysku. Poniżej znajdziecie link z nagraniem.

Chcielibyśmy uczccić pamięć tego obiecującego zawodnika, który nie dostał szansy rozwinięcia skrzydeł w całej swojej okazałości.

Krystian, nie zapomnimy.


źródło foto. nsport+

0Shares

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *